Krasna si, bistra hči planin,
Brdka v prirodni si lepoti,
ko ti prozornih globočin
nevihte temne srd ne moti -
krasna si, hči planin!
Tvoj tek je živ in je legak
ko hod deklet s planine;
in jasna si ko gorski zrak
in glasna si, kot spev krepak
planinske je mladine -
krasna si, hči planin!
Rad gledam ti v valove bodre,
valove te zelenomodre:
temna zelen planinskih trav
in vedra višnjevost višav
lepo se v njih je zlila;
na rosah sinjega neba,
na rosah zelenih gora
lepoto to si pila -
krasna si, hči planin!
Ti meni si predraga znanka!
Ko z gorskih prišumiš dobrav,
od doma se mi zdiš poslanka,
nesoča mnog mi ljub pozdrav -
Bog sprimi te tu sred planjav!...
Kako glasno, ljubo šumljaš,
kako čvrsto, krepko skakljaš,
ko sred gora še pot imaš!
A ko prideš na ravnine,
zakaj te živa radost mine?
Kaj trudno lezeš in počasi,
zakaj so tožni tvoji glasi?
Težko se ločiš od hribov,
zibelke tvojega valovja?
Mar veš, da tečeš tik grobov,
grobov slovenskega domovja?
Obojno bol pač tu trpiš,
V tej boli tožna in počasna,
ogromna solza se mi zdiš,
a še kot solza - krasna!
Krasna si, bistra hči planin,
Brdka v prirodni si lepoti,
ko ti prozornih globočin
nevihte temne srd ne moti!
Pa oh, siroti tebi žuga
vihar grozán, vihar strašán;
prihrumel z gorkega bo juga,
divjal čez plodno bo ravan,
ki tvoja jo napaja struga —
gorjé, da daleč ni ta dan!
Nad tabo jasen bo oblok,
krog tebe pa svinčena toča
in dež krvav in solz potok
in blisk in grom — oh, bitva vroča!
Tod sekla bridka bodo jekla,
in ti mi boš krvava tekla:
kri naša te pojila bo,
sovražna te kalila bo!
Takrat se spomni, bistra Soča,
kar gorko ti srce naroča:
Kar bode shranjenih voda
v oblakih tvojega neba,
kar vode v tvojih bo planinah,
kar bode v cvetnih je ravninah,
tačas pridrvi vse na dan,
narasti, vzkipi v tok strašán!
Ne stiskaj v meje se bregov,
srdita čez branove stopi,
ter tujce, zemlje lačne, vtopi
Na dno razpenjenih valov! |
Stupenda sei delle Alpi figlia snella,
gioconda nella natural beltade,
quando i furori dell' oscur procella
a te non turban la profonditade, -
stupenda sei delle Alpi figlia snella!
E' vispo il corso tuo, è brioso,
sembra l' andar dell' alpigiana bella,
sei pura come l' aere montuoso,
sei chiara come il canto vigoroso
di montanara pastorella, -
Stupenda sei delle Alpi figlia snella,
Oh, che graziose son le onde,
le onde tue verdi-azzurre:
L' oscuro verde delle tue sponde,
il limpido celeste delle alture
si sono uniti nel tuo fiutto;
dalla beltà del ciei sereno,
dai monti tuoi, dal verde pieno
codesto incanto hai bevuto, -
stupenda sei delle Alpi figlia snella!
Oh, soave mia conoscente!
E quando dall' alpino ambiente
arrivi giu nel piano aperto
ti porgo di saluti un serto!...
Allegra sei, sei rumorosa,
sei agile, tu sei chiassosa,
quando entro i monti tu mi corri!
Perchè non sono più sonori
i fiotti tuoi, quando in pianura
arrivi dalla fredda altura?
Dove è allor la tua gaiezza,
perchè sei colma di tristezza?
Perchè sei stanca e sei mesta,
perchè allor non sei più lesta?
T' affligge la separazione
dai monti, delle patrie zone?
Che lungo or gli avelli tu il cammino hai,
gli avelli della stirpe nostra, tu lo sai?
Un duplice dolore te circonda!
E nella tua gran tristezza
mi sembri tu una lacrima
di singolar bellezza!
Stupenda sei delle Alpi figlia snella,
gioconda nella natural beltade,
quando i furori dell' oscur procella
a te non turban la profonditade!
Però, orfanella, a te minaccia
un uragano burrascoso:
Dal mezzodi come feroce caccia
verrà sui campi tuoi furioso; -
Sopra di te sarà un ciei lucente,
intorno a te una grandine di piombo,
di sangue pioggia, di lacrime un torrente,
un' impetuosa pugna con folgore, con rombo!
Risuoneran le armi orribilmente,
di sangue tu mi correrai bollente:
Dal nostro sangue tu sarai abbeverata,
dal sangue del nemico intorbidata!
Allor ricordati, oh bel torrente,
di ciò che il cuor ti prega ardente:
Le acque che in grandi quantità
tu nelle tue nubi serberai,
che nelle alture, nelle vastità
di tutte le pianure tu acquisterai,
innanzi spingi con le onde,
ingrossa e gonfia le acque tue profonde!
Non chiuderti allor nell' alveo tuo schietto,
sorpassa ardita e con vigore il letto,
fa sì, che gli avidi di terra, gli stranieri,
si sperdano nei fiotti tuoi profondi i fieri! |
Wie herrlich, muntres Alpenkind,
Hat dich Natur mit Reiz umwoben,
Und deine klaren Tiefen sind
Noch rein von finstrer Stürme Toben.
Doch ach! um dich, du Arme, brütet
Ein furchtbar Wetter, schicksalsschwer,
Ich seh' es, wie es anstürmt, wütet
Vom Süden übers Flachland her,
Das deiner Wellen Lauf behütet.
Weh! daß der Tag nicht ferne mehr!
Es lacht ob dir der Himmelsdom,
Doch um dich Blei wie Hagelschauer,
Ein Regen Bluts, ein Tränenstrom,
Und Schlachtendonner, Tod und Trauer.
Rot bist du dann von unserm Sterben
Und Feindesblut wird dich verfärben.
Dann magst du, Soča, dich erinnern
An mein Gebet aus tiefstem Innern:
Was du an Wässern hältst bereit
In Wolken deines Himmels weit,
Was in den Bergen noch vorhanden
Und in der Ebne Blumenlanden,
Laß alle los auf deiner Hut,
Schwill an zur furchtbar mächt'gen Flut,
Verlaß der Ufer engen Schlund,
Und trotzend allen Scheidewänden,
Laß welsche Ländergier verenden
In deiner Tiefen tiefatem Grund. |
Przepięknaś, bystra córo gór!
Urocza w swojej głębokości,
gdy przezroczystość twoich wód
piorunów dzikich gniew nie mąci,
przepięknaś, córo gór!
Jak żywy, lekki jest twój bieg,
jak dziewcząt z gór schodzenie;
i głośnaś jak górali śpiew
i jaśniaś jak poranne tchnienie –
Tyś piękna, córo gór!
uwielbiam patrzeć w twe głębiny,
w twe fale zielonkawo-sine:
ciemna zieleń górskich hal,
i z flory jeszcze fiolet jasny,
to wszystko pięknie się złączyło;
na rosach granatowych niebios,
na rosach zielonkawej gleby
urodę tę wypiłaś –
Tyś piękna, córo gór!
miłaś dla mnie ty znajoma!
Gdy tak przybywasz z górskich łąk,
wydaje się, że z mego domu
przynosisz moich drogich głos –
wśród tej równiny z tobą Bóg! …
Jak głośno szumisz, podskakujesz
i jak bariery wszystkie burzysz,
gdy swoją drogę masz wśród gór!
Lecz gdy wpadasz na równinę,
czemu ta twoja radość ginie?
Czemu ruszasz się powoli,
czemu są smutne twoje głosy?
Czy trudno ci pożegnać kraje,
gdzie urodziły się twe fale?
A wiesz ty może, że twa droga
biegnie tak blisko naszych grobów?
Podwójny ból na pewno czujesz,
w bólu tym powolna, smutna,
wydajesz się jak wielka łza,
a nawet jako łza – przepiękna!
Przepięknaś, bystra córo gór,
urocza w swojej głębokości,
gdy przezroczystość twoich wód
piorunów dzikich gniew nie mąci!
Lecz, och, sieroto, ciebie czeka
huragan straszny i potężny;
przybędzie on tu wprost z południa
i będzie szaleć przez te pola –
już wkrótce stanie się ten dzień!
Nad tobą będzie jasne niebo,
a pod nim ołowiany grad
i krwawy deszcz i morze łez
i błysk i grom gorących walk!
Tu się skrzyżują wszystkie klingi,
a ty posoką cała spłyniesz:
przepełna krwi obrońców naszych,
przepełna mętnej wrażej krwi!
Wtedy przypomnij sobie, rzeko,
co nakazuje ci twe serce:
wody w przyszłości tu spiętrzone,
w niebie z obłoków zgromadzone,
w kwietnich połoninach, w górach,
niech w szale kipiel twa wyrzuci –
wszystko niech wzbierze w nurcie twym!
Nie ciśnij się w korycie własnym,
lecz w świętym gniewie wyjdź za wały
i obcych - głodnych ziemi naszej -
zatop na dnie swych spienionych fal!
Przekład (prevod): Katarina Šalamun Biedrzycka
|